makarena

21:02 atomova 4 Comments


Mało jest rzeczy równie przykrych, jak wyciągniecie z zęba kawałka słodkiej śliwki-rodzynka (pominę już tu fakt, że nie jadłam ani jednego, ani drugiego, bo nie jest on istotny, rodzynki w zębach znajdują się na tej samej zasadzie, co marchewka w wymiocinach - po prostu, jadłospis może być przy tym dowolny) w trakcie jedzenia ostrego twarożku z pomidorami.
Pisałam kiedyś o uczuciu, jakie towarzyszy, kiedy tramwaj stojący na światłach wydaje się, że zaraz będzie ruszał - a on stoi, podczas kiedy wewnętrznie ja już zaczynam się przemieszczać. Chcę wtedy wyrywać włosy z głowy i wymiotować.
Wyżej opisana historia z rodzynkami też wzbudza we mnie właśnie te same emocje. Poczułam się zobligowana do opowiedzenia o tym incydencie jako, że prowadzę internetowego BLOGA, a nie dziele się ostatnio żadnymi większymi przemyśleniami czy tez wewnętrznymi bolączkami.
Akurat poczułam sie natchniona. Przydałoby się do tego jakieś rozpaczliwe zdjęcie, żeby zbalansować te cukrzyce z poprzedniego posta, no i żeby nie wyjść z ogólnego tonu mojego wpisu, ale stać mnie tylko na tyle:

(zdjęcie jest bardzo osobiste, gdyż zawiera odcisk mojej szczęki)
((uprzedzając ewentualne pytania - rodzynek nie byl pestką))

4 comments:

  1. pamiętam z zamierzchłych czasów takie milusie zdjęcie z blondowłosą Tobą i arbuzem. Pewnie Ty tez pamiętasz, ale poczułam się zobowiązana to napisać.

    ReplyDelete
  2. oczywiscie, ze pamietam, mam je nawet na dysku nadal, ale juz nie wpominalam, bo przeciez mialo nie byc cukrzycy tym razem

    ReplyDelete
  3. mialam tez jeszcze starsze zdjecie z cytryna, ale tego juz chyba nikt nie pamieta

    ReplyDelete
  4. O historiach, które wzbudzają we mnie takie emocje mogłabym napisać książkę.

    ReplyDelete