Wednesday, 9 May 2012

makarena


Mało jest rzeczy równie przykrych, jak wyciągniecie z zęba kawałka słodkiej śliwki-rodzynka (pominę już tu fakt, że nie jadłam ani jednego, ani drugiego, bo nie jest on istotny, rodzynki w zębach znajdują się na tej samej zasadzie, co marchewka w wymiocinach - po prostu, jadłospis może być przy tym dowolny) w trakcie jedzenia ostrego twarożku z pomidorami.
Pisałam kiedyś o uczuciu, jakie towarzyszy, kiedy tramwaj stojący na światłach wydaje się, że zaraz będzie ruszał - a on stoi, podczas kiedy wewnętrznie ja już zaczynam się przemieszczać. Chcę wtedy wyrywać włosy z głowy i wymiotować.
Wyżej opisana historia z rodzynkami też wzbudza we mnie właśnie te same emocje. Poczułam się zobligowana do opowiedzenia o tym incydencie jako, że prowadzę internetowego BLOGA, a nie dziele się ostatnio żadnymi większymi przemyśleniami czy tez wewnętrznymi bolączkami.
Akurat poczułam sie natchniona. Przydałoby się do tego jakieś rozpaczliwe zdjęcie, żeby zbalansować te cukrzyce z poprzedniego posta, no i żeby nie wyjść z ogólnego tonu mojego wpisu, ale stać mnie tylko na tyle:

(zdjęcie jest bardzo osobiste, gdyż zawiera odcisk mojej szczęki)
((uprzedzając ewentualne pytania - rodzynek nie byl pestką))

Friday, 4 May 2012

Thursday, 3 May 2012

119029445


plus some lovely so called backstage photos




Friday, 23 March 2012


jesśli chodzi o to, to i have no idea what i'm doing

Tuesday, 3 January 2012