Monday, 21 May 2012
Wednesday, 16 May 2012
Wednesday, 9 May 2012
makarena
Mało jest rzeczy równie przykrych, jak wyciągniecie z zęba kawałka słodkiej śliwki-rodzynka (pominę już tu fakt, że nie jadłam ani jednego, ani drugiego, bo nie jest on istotny, rodzynki w zębach znajdują się na tej samej zasadzie, co marchewka w wymiocinach - po prostu, jadłospis może być przy tym dowolny) w trakcie jedzenia ostrego twarożku z pomidorami.
Pisałam kiedyś o uczuciu, jakie towarzyszy, kiedy tramwaj stojący na światłach wydaje się, że zaraz będzie ruszał - a on stoi, podczas kiedy wewnętrznie ja już zaczynam się przemieszczać. Chcę wtedy wyrywać włosy z głowy i wymiotować.
Wyżej opisana historia z rodzynkami też wzbudza we mnie właśnie te same emocje. Poczułam się zobligowana do opowiedzenia o tym incydencie jako, że prowadzę internetowego BLOGA, a nie dziele się ostatnio żadnymi większymi przemyśleniami czy tez wewnętrznymi bolączkami.
Akurat poczułam sie natchniona. Przydałoby się do tego jakieś rozpaczliwe zdjęcie, żeby zbalansować te cukrzyce z poprzedniego posta, no i żeby nie wyjść z ogólnego tonu mojego wpisu, ale stać mnie tylko na tyle:

(zdjęcie jest bardzo osobiste, gdyż zawiera odcisk mojej szczęki)
((uprzedzając ewentualne pytania - rodzynek nie byl pestką))
((uprzedzając ewentualne pytania - rodzynek nie byl pestką))
Labels:
personal shit
Friday, 4 May 2012
Wednesday, 2 May 2012
Monday, 9 April 2012
Thursday, 5 April 2012
Tuesday, 3 April 2012
Friday, 23 March 2012
Friday, 9 March 2012
Tuesday, 6 March 2012
Wednesday, 22 February 2012
Monday, 20 February 2012
Tuesday, 3 January 2012
Monday, 2 January 2012
Monday, 19 December 2011
Sunday, 18 December 2011
Friday, 9 December 2011
Thursday, 27 October 2011
Subscribe to:
Posts (Atom)




































